Nie ma to jak ułożyć krótkie włosy i założyć po chwili czapkę wiedząc, że trzeba będzie ją zdjąć przy ludziach. Śmiać się, płakać, czy nie ściągać czapki...
...bo założyć muszę. Zawiewa mi zawsze uszy i cierpię męki.
No ale to jest masakra w czystej postaci. Idę np do takiego marketu na dłuższe zakupy i zawsze mam dylemat, czy ocierać strużki potu płynące spod czapki, czy narażać się na spojrzenia zadziwionych ludzi, albo może bardziej właściwe będzie napisanie: narażać ludzi na spotkanie ze mną.
No niby mogłabym wziąć do torby baterię sprzętów potrzebnych do ponownego ułożenia włosów, ale nie przesadzajmy.
Dlatego między innymi nie lubię zimy.
środa, 26 listopada 2014
piątek, 14 listopada 2014
Papryczka
No niech mi ktoś powie, że warzywa są zdrowe...
Ale tak na serio, są zdrowe, tyle że w normalnej ilości. Doskonale sprawdza się powiedzenie, co za dużo, to niezdrowo.
Zarówno córka jak i synek nie lubią warzyw. Fakt, jest w tym sporo winy ich rodziców, bo do pewnego momentu mało ich było w naszym domu (w sensie warzyw a nie rodziców).
No ale od jakiegoś czasu, głównie z inicjatywy taty warzywa są stałymi gośćmi. Ostatnio z powodzeniem zakończyła się próba wprowadzenia do jadłospisu papryki. Jagodzie tak zasmakowała, że dzień później, jak tylko tata wrócił z pracy zaczęła się o nią dopominać. Efekt był taki, że zjadła całą jedną sztukę pokrojoną w paseczki. Tata niby mówił, że za dużo nie można, ale na swoim nie postawił. Ja bym się nie zgodziła, tyle że mnie przy tym nie było, bo ucięłam sobie godzinną pogawędkę telefoniczną z przyjaciółką (wyrodna matka).
W nocy miałam pobudkę z informacją: "Mamo, jest mi niedobrze, będę wymiotować".
Błoga cisza między 2.00 a 4.00 przerywana była odgłosami znad miski. Nie tylko znad miski, bo leciało na oba końce. Na czerwono, jak na dorodną paprykę przystało.
Gdy jej ostatni fragment opuścił ciało mojego dziecka nastąpił spokój na froncie. Ponieśliśmy straty ale wróg został pokonany.
Oczywiście dziecko nie poszło do szkoły, za to od rana, jak tylko się obudziło po ciężkiej nocy poprosiło o śniadanko, kanapkę z wędlinką i papryką...
Chyba warzywko na stałe zagościło w jadłospisie.
Ale tak na serio, są zdrowe, tyle że w normalnej ilości. Doskonale sprawdza się powiedzenie, co za dużo, to niezdrowo.
Zarówno córka jak i synek nie lubią warzyw. Fakt, jest w tym sporo winy ich rodziców, bo do pewnego momentu mało ich było w naszym domu (w sensie warzyw a nie rodziców).
No ale od jakiegoś czasu, głównie z inicjatywy taty warzywa są stałymi gośćmi. Ostatnio z powodzeniem zakończyła się próba wprowadzenia do jadłospisu papryki. Jagodzie tak zasmakowała, że dzień później, jak tylko tata wrócił z pracy zaczęła się o nią dopominać. Efekt był taki, że zjadła całą jedną sztukę pokrojoną w paseczki. Tata niby mówił, że za dużo nie można, ale na swoim nie postawił. Ja bym się nie zgodziła, tyle że mnie przy tym nie było, bo ucięłam sobie godzinną pogawędkę telefoniczną z przyjaciółką (wyrodna matka).
W nocy miałam pobudkę z informacją: "Mamo, jest mi niedobrze, będę wymiotować".
Błoga cisza między 2.00 a 4.00 przerywana była odgłosami znad miski. Nie tylko znad miski, bo leciało na oba końce. Na czerwono, jak na dorodną paprykę przystało.
Gdy jej ostatni fragment opuścił ciało mojego dziecka nastąpił spokój na froncie. Ponieśliśmy straty ale wróg został pokonany.
Oczywiście dziecko nie poszło do szkoły, za to od rana, jak tylko się obudziło po ciężkiej nocy poprosiło o śniadanko, kanapkę z wędlinką i papryką...
Chyba warzywko na stałe zagościło w jadłospisie.
poniedziałek, 10 listopada 2014
Rodzinne przyzwyczajenia
Moja córka ostatnio powiedziała:
-Mamo, jak tata wraca z pracy, to zawsze leży na kanapie.
Żeby nie zaszczepiać jej negatywnych skojarzeń, że faceci ciągle leżą i być w solidarności z jej tatą odpowiedziałam, że on bardzo ciężko pracuje (co rzeczywiście jest faktem, bo mi na jego miejscu od myślenia dawno już eksplodowałby mózg), więc jak wraca do domu, to musi odpocząć.
No i chyba rzeczywiście nie zaszczepiłam, bo na jednym z jej ostatnich obrazków mama jak zwykle stała przy zlewie i zmywała, ale za to tata sprzątał po obiedzie naczynia ze stołu.
Brat za to siedział pod stołem....
A ona przy komputerze...
Chyba muszę bardziej zająć się dziećmi...
-Mamo, jak tata wraca z pracy, to zawsze leży na kanapie.
Żeby nie zaszczepiać jej negatywnych skojarzeń, że faceci ciągle leżą i być w solidarności z jej tatą odpowiedziałam, że on bardzo ciężko pracuje (co rzeczywiście jest faktem, bo mi na jego miejscu od myślenia dawno już eksplodowałby mózg), więc jak wraca do domu, to musi odpocząć.
No i chyba rzeczywiście nie zaszczepiłam, bo na jednym z jej ostatnich obrazków mama jak zwykle stała przy zlewie i zmywała, ale za to tata sprzątał po obiedzie naczynia ze stołu.
Brat za to siedział pod stołem....
A ona przy komputerze...
Chyba muszę bardziej zająć się dziećmi...
niedziela, 9 listopada 2014
Szczęściara
Dzieci są rozczulające. Piszę to niedługo po tym, jak nastąpiła ta chwila rozczulenia, bo pewnie już za progiem czai się jakaś zadyma z dziećmi w roli głównej. Ale póki co, rozkoszuję się wspomnieniem błogiego ciepła w sercu.
Akcja się zdarzyła podczas wieczornego usypiania mojej córki.
Leżymy sobie i nagle Jagoda mówi:
-Ale z ciebie szczęściara mamo.
-Tak? Dlaczego?
-Bo masz taką kochaną córeczkę.
Ech...jak mi miło.
Naprawdę ze mnie szczęściara...
Akcja się zdarzyła podczas wieczornego usypiania mojej córki.
Leżymy sobie i nagle Jagoda mówi:
-Ale z ciebie szczęściara mamo.
-Tak? Dlaczego?
-Bo masz taką kochaną córeczkę.
Ech...jak mi miło.
Naprawdę ze mnie szczęściara...
poniedziałek, 3 listopada 2014
Taki męski;)
Jagoda miała dzisiaj ślubowanie pierwszoklasistów. Już po apelu wychowawczyni poprosiła o zgłaszanie się rodziców do teatrzyku szkolnego, szczególnie tatusiów do ról męskich.
Jasiek do mnie:
-Mamo, ja jestem męski.
-No jesteś, nawet bardzo.
-A przyniesiesz mi babeczkę?
...no tak, jak jest męski to i babeczkę musi mieć, nawet jeśli tylko czekoladową...
Jasiek do mnie:
-Mamo, ja jestem męski.
-No jesteś, nawet bardzo.
-A przyniesiesz mi babeczkę?
...no tak, jak jest męski to i babeczkę musi mieć, nawet jeśli tylko czekoladową...
Momenty na komplementy.
Odprowadzam dzisiaj Jagodę do szkoły i moje dziecko mówi:
-Mamo, jesteś bardzo ładna.
-Dziękuje ci kochanie, to bardzo miłe.
-Nawet z tymi zmarszczkami jesteś ładna. Jak na ciebie patrzę, to od razu się uśmiecham.
Czy to nie urocze? Widzę siebie w lustrze, wiem, jak wyglądam (niezbyt korzystnie) i potem słyszę od dziecka takie słowa.
Dzisiaj mi już lustro niepotrzebne:)
-Mamo, jesteś bardzo ładna.
-Dziękuje ci kochanie, to bardzo miłe.
-Nawet z tymi zmarszczkami jesteś ładna. Jak na ciebie patrzę, to od razu się uśmiecham.
Czy to nie urocze? Widzę siebie w lustrze, wiem, jak wyglądam (niezbyt korzystnie) i potem słyszę od dziecka takie słowa.
Dzisiaj mi już lustro niepotrzebne:)
sobota, 1 listopada 2014
Bułka z masłem
Jagoda:
-Mamo, ja będę bardzo miła dla swojego dziecka.
Ja:
-Ale wiesz, czasem nie jest to takie łatwe...
Jagoda:
-Dla mnie to będzie bułka z masłem.
Czas pokaże...;)
-Mamo, ja będę bardzo miła dla swojego dziecka.
Ja:
-Ale wiesz, czasem nie jest to takie łatwe...
Jagoda:
-Dla mnie to będzie bułka z masłem.
Czas pokaże...;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)