piątek, 14 listopada 2014

Papryczka

No niech mi ktoś powie, że warzywa są zdrowe...
Ale tak na serio, są zdrowe, tyle że w normalnej ilości. Doskonale sprawdza się powiedzenie, co za dużo, to niezdrowo.
Zarówno córka jak i synek nie lubią warzyw. Fakt, jest w tym sporo winy ich rodziców, bo do pewnego momentu mało ich było w naszym domu (w sensie warzyw a nie rodziców).
No ale od jakiegoś czasu, głównie z inicjatywy taty warzywa są stałymi gośćmi. Ostatnio z powodzeniem zakończyła się próba wprowadzenia do jadłospisu papryki. Jagodzie tak zasmakowała, że dzień później, jak tylko tata wrócił z pracy zaczęła się o nią dopominać. Efekt był taki, że zjadła całą jedną sztukę pokrojoną w paseczki. Tata niby mówił, że za dużo nie można, ale na swoim nie postawił. Ja bym się nie zgodziła, tyle że mnie przy tym nie było, bo ucięłam sobie godzinną pogawędkę telefoniczną z przyjaciółką (wyrodna matka).
W nocy miałam pobudkę z informacją: "Mamo, jest mi niedobrze, będę wymiotować".
Błoga cisza między 2.00 a 4.00 przerywana była odgłosami znad miski. Nie  tylko znad miski, bo leciało na oba końce. Na czerwono, jak na dorodną paprykę przystało.
Gdy jej ostatni fragment opuścił ciało mojego dziecka nastąpił spokój na froncie. Ponieśliśmy straty ale wróg został pokonany.
Oczywiście dziecko nie poszło do szkoły, za to od rana, jak tylko się obudziło po ciężkiej nocy poprosiło o śniadanko, kanapkę z wędlinką i papryką...
Chyba warzywko na stałe zagościło w jadłospisie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz