Ostatnio ciężko mi na duszy. Dlaczego, o tym za chwilę, teraz trochę wprowadzenia.
Dzieci trzeba wspierać, dawać im dobry fundament na dalsze życie. Cieszyć się z nimi a czasem też płakać, żeby wiedziały, że nie są same. Żeby wiedziały, co to jest współodczuwanie, empatia.
Bardzo ciężko wysłuchiwać, że nasze dziecko ma jakieś problemy, że sobie z czymś nie radzi zwłaszcza, że przebywając z dzieckiem nie widzimy takiego problemu, o jakim zostaliśmy poinformowani. I teraz co? Czy to my jesteśmy mało spostrzegawczy, czy osoba, która zna nasze dziecko kilka tygodni wysnuwa niewłaściwe wnioski.
Mój syn ma 4 lata, jest chłopcem bystrym i wesołym. Chętnie się uczy, jeszcze chętniej - co oczywiste, bawi. Lubi się do mnie przytulać i zasypiać przy bajkach, które raz wybiera on a raz jego siostra. Jest naprawdę fajnym czterolatkiem. I nie jest to tylko moja opinia.
No i nagle przychodzi dzień, gdy pani z przedszkola informuje, że ten fajny chłopak ma problemy ze wszystkim, z zachowaniem, z wybuchami złości, zmianami nastroju, niewypełnianiem poleceń, ze bije, kopie i szczypie inne dzieci. Że mała motoryka leży i kwiczy a samo dziecko wykazuje zaburzenia zachowania (szumnie określane ZZ). Na koniec, chyba tylko po to, żeby matka nie poszła rzucić się z okna, że nie sprostała zadaniu, jakim jest ukształtowanie małego człowieka otrzymuje informację, ze dziecko owszem ma potencjał, nie można temu zaprzeczyć.
Gdzie jest prawda? Podobno leży po środku.
Tyle że w domu mała motoryka jest na całkiem niezłym poziomie, dziecko nieźle (jak na czterolatka) maluje, wycina nożyczkami, lepi z ciastoliny.Można się z nim dogadać, w miarę (jak na czterolatka) słucha poleceń, chociaż czasem trzeba powtórzyć kilka razy.Kłóci się z siostrą? Tak, oczywiście, myślę, że to normalne, że oboje ustalają w ten sposób jakieś granice i wzajemne stosunki. Ale wiem też, że się kochają. Ma swoje smutki, swoje radości i złości. Ale przecież ma do nich prawo! Jest człowiekiem, który okazuje emocje, czy to źle? Ma być obojętny? Takie cielę na niedzielę?
Dlaczego w przedszkolu jest inaczej? Co takiego widzi pani, znająca dziecko niespełna dwa miesiące, czego nie dostrzegam ja, mama?
I krąży mi po głowie nie dająca spokoju myśl, że zachowanie mojego syna dręczy panią, bo nie wpisuje się w wyznaczone przez nią ramy. Godzina 9.00 wszyscy muszą mieć chęć na malowanie, a o 13.00 koniecznie muszą chcieć liczyć. W przedszkolu jest prowadzony program zwracania uwagi na indywidualne potrzeby i umiejętności dziecka, ale mam wrażenie, że to tylko szumna nazwa a tak naprawdę pani chce stworzyć klony dzieci. Każde ma być takie samo.
Myślę, że dziecko jest z natury chętne do współpracy i do słuchania, tylko to dorosły musi do tego odpowiednio podejść i wejść z tymże dzieckiem w dialog. Jeśli dorosły przemawia z poziomu dorosłego, to nie ma na to szans. Trzeba być partnerem dla dziecka a nie chodzącym wszystkowiedzącym, który słowa sprzeciwu nie zniesie. Jest czas na bycie stanowczym i jest czas na ustępstwa, jest czas na konsekwencję i czas na przyznanie się do błędu.
Jedno jest pewne (pewne dla mnie, bo inni mogą mieć inne zdanie), trzeba wierzyć w swoje dziecko i wspierać i nie tylko o tym mówić ale także okazywać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz