Chyba każdy wie, że istnieje taka cudowna instytucja jak biblioteka. Przykrym faktem jest to, że niewiele osób z tego przybytku i skarbnicy korzysta. Ostatnio w "mojej" bibliotece wypełniałam ankietę na temat przyszłości tychże, a także oczekiwań czytelników, propozycji, księgozbiorów i takie tam. Bibliotekarka zdradziła, że jedna z pań wypełniających formularz rzuciła hasło dowozu książek do domu... czy to nie straszne?
Przecież nie ma nic piękniejszego niż zanurzenie się w regały i szperanie po półkach w celu znalezienia perełki. Poczuć książkę w ręku, przerzucić kilka stron, odłożyć, wziąć następną. To samo w księgarniach. Jak ktoś może chcieć z własnej woli pozbawić się tej przyjemności wyboru i woli zerknąć w katalog wyświetlony na ekranie monitora. Jak można z własnej woli kliknąć książkę przez internet zamiast iść poszukać jej w księgarni. No i jak można polubić ebooka?
Na czytanie składa się nie tylko wodzenie oczami w prawo i w lewo, przyswajanie tekstu, odnajdywanie ukrytych treści czy zapamiętywanie fabuły. Połowę tej przyjemności daje szelest kartek, zapach farby drukarskiej, ale też wypadająca strona, bo książka jest "zaczytana". Ja szczerze mówiąc wolę te "stare", mają duszę i pamięć o osobach, które miały je w swoich rękach, które okazały tym książkom zainteresowanie i poświęciły im swój czas, uśmiechnęły się lub uroniły łzę nad którąś ze stron.
A może warto pójść w drugą stronę, może w bibliotekach powinny pojawić się fotele, na których przysiądą na krótszą lub dłuższą chwilę osoby szukające czegoś dla siebie. Na spokojnie i wygodnie przewertują kilka pozycji. Może usiądzie tam ktoś, kto zaczaruje cię swoją historią niczym najlepsza książka, albo ktoś z ulicy wpadnie na chwilę, żeby przeczekać deszcz i znajdzie moment wytchnienia w spokojnej i cichej atmosferze. Czy takie coś nie byłoby miłą odmianą? Dla mnie na pewno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz